[ Wróć ]

Z Ngorongoro do Mweka

niedziela, 23 czerwiec 2013, 19:15

Niedzielny poranek 23 czerwca wita nas chłodem i wilgocią. Za oknami Ngorongoro Rhino Lodge gęsta mgła - jesteśmy w chmurach. We mgle jedziemy w dół ponad godzinę, aż docieramy do bramy obszaru chronionego Ngorongoro - stoi tu sporo samochodów terenowych wielu agencji turystycznych i trochę nam żal ich pasażerów, bo nie zobaczą tak pięknego widoku jak my wczoraj. No ale jak twierdzą nasi przewodnicy - w czasie całej wyprawy mamy wyjątkowe szczęście.
. I właśnie wtedy Ewa dostaje z kraju wiadomość, że została babcią... Serdeczne gratulacje :)


Niestety dzisiaj wracamy do cywilizacji. Po tej stronie masywu Ngorongoro wszystko jest inne niż dotychczas - jest zielono, przeważają pola uprawne i plantacje kawy, często mijamy duże wsie i miasteczka. Z dzikich zwierząt widzimy tylko koczkodany i pawiany, które kradną owoce na polach. Na początek odwiedzamy Tumaini Junior School (czyli szkołę podstawową "Nadzieja") w Karatu. Jest niedziela, więc dzieci nie mają zajęć i możemy obserwować jak zawzięcie chłopcy grają w piłkę na wielkim boisku. Podziwiamy pomysłowość w tworzeniu pomocy naukowych, które są praktycznie wszędzie. .


Przyjechałyśmy do Karatu odwiedzić podopieczną Doroty, 12letnią Neemę. Ale Neemy nie ma w szkole - jest z częścią dzieci na mszy w kościele. Jedziemy więc do kościoła. Radość dziewczynki na widok Doroty jest niesamowita. A Neema to śliczna, urocza i mądra panienka.


W drodze do Arushy wstępujemy do hurtowni miejscowych wyrobów. Ilość i rozmaitość dóbr wszelakich powoduje zawrót głowy i prawie uniemożliwia podjęcie racjonalnych decyzji. Na szczęście Dorota daje nam na zakupy ściśle określoną ilość czasu, więc decyzje są szybkie i nieodwracalne. Mimo to targowanie dobrych cen dla 17 osób zajmuje sporo czasu, więc niektórym z nas udaje się jeszcze zjeść lunch w otoczeniu malarstwa masajskiego. Kolejny sklep Tinga Tinga (z malarstwem), mocno rozczarowuje, więc tym razem zakupy trwają krótko.




Kolejne zakupy robimy w Arushy. Kupujemy farby do malowania szkolnej kuchni oraz jedzenie na poniedziałek i wtorek. Odbieramy też paczki z prezentami dla szkoły pozostawione na czas wyprawy w biurze Duma Explorer.


Po kolejnych 2 godzinach jazdy jemy obiad w Moshi. Po obiedzie następuje wzruszające pożegnanie z naszymi kierowcami-przewodnikami.


Jeszcze 30 minut i docieramy w końcu do misji w Mweka. Mimo, że jesteśmy 3 godziny spóźnione, dzieci i ksiądz czekają na nas. Szybko ewakuujemy samochody i jesteśmy gotowe do mszy.
Po mszy spotykamy się z siostrą Conjestą i księdzem z tutejszej parafii. Dowiadujemy się, że w szkole prowadzonej przez urszulanki uczy się 380 dzieci - sierot i dzieci z bardzo biednych rodzin. W tej chwili jest okres świąteczny i w szkole zostało "tylko" 150 dzieci, które nie mają dokąd pojechać. Jeszcze ustalamy wstępny plan zajęć na poniedziałek i inne sprawy organizacyjne. W końcu idziemy spać w jednej ze szkolnych sypialni. Ale nie wszystkie - ekipa "malarska" nie zważając na zmęczenie i ciemną noc gruntuje ściany kuchni pod jutrzejsze malowanie. Agnieszka kończy ok. 3:00 nad ranem...


Komentarze:

Brak komentarzy jeszcze.

 
Twój komentarz:
Imię: E-mail or strona www:  


Admin login | Script by Alex