[ Wróć ]

Z Serengeti Lobo do Serengeti Seronera

piątek, 21 czerwiec 2013, 18:03

W Polsce upały a my w Afryce ...


Jesteśmy w sercu Afryki, tak przynajmniej nam się wydaje.

Nocowałyśmy w północnej części Serengeti, jednego z bardziej znanych parków narodowych w Afryce. Dzisiaj przemieszczamy się na południe. Na początek, zaraz po wyjechaniu z lodge'u (jak to się odmienia?) nasi przewodnicy pokazali nam na drodze wyjazdowej ślady antylop i lwa, świeże ślady, jeszcze nie rozjechane przez opony samochodów...


Wczoraj z powodu deszczu zwierzęta się nam pochowały, dzisiaj jest piękna pogoda, mamy więc nadzieję, że szczęście nam dopisze i zobaczymy ich trochę.Nie zawiodłyśmy się :)
Podziwiałyśmy liczne stada antylop i zebr, z wdziękiem pozujące do zdjęć. Trudny do sfotografowania okazał się guziec. Ciekawie obserwowałyśmy dwa leopardy - siedziały na drzewie obok zawieszonej na gałęzi świeżej zdobyczy, a jeden jakby na zamówienie zszedł na ziemię prezentując się w całej okazałości. Wielkie zainteresowanie wzbudził oczywiście król sawanny czyli lew. A właściwie kilka lwów - najpierw podziwiałyśmy młodego lwa wylegującego się w cieniu pod akacją, potem dwa lwy stojące nad brzegiem rzeczki, jeszcze kolejnego schowanego w trawie starszego samca i wreszcie dwie lwice z czwórką małych lwiątek bawiących się nad rzeką.



Leopard

Gazele: Elanda i Thompsona

Gazele Elanda

Żyrafy

Bawół
Pierwszy lewZebry

Pawiamy

Koczkodan

Guziec na drodze

Guziec z bliska

Agama czerwonogłowa


Sępy krążące nad nami napędziły nam stracha, po tym jak okazało się że samochód Sifuniego po raz drugi na tej wyprawie złapał gumę, w samym środku buszu.


Trudne do uchwycenia kolorowe ptaszki także sprawiły nam dużo radości. Łatwiej było wypatrzeć większe orły, sokoły i marabuty oraz oczywiście strusie.


Struś afrykański

Gadożer brunatny (Circaetus cinereus)

Bocian żółtodzioby

Marabut
 
Wikłacze

Błyszczak rudobrzuchy
 

Dzisiejszy lunch zjadłyśmy w towarzystwie hipopotamów i dwóch krokodyli - na szczęście ich bajorko było sporo poniżej poziomu parkingu, bo smród unoszący się nad bajorem chyba skutecznie by nam odebrał apetyty :)




Na hipopotamowym parkingu uległ awarii trzeci samochód - przy biernym udziale Agnieszki wsiadającej do samochodu Isacka naderwał się stopień. Niestety, w Serengeti nie da się go naprawić, więc do samochodu będzie można na razie wsiadać tylko z jednej strony.


Przygnębiające wrażenie robiły duże połacie świeżych pogorzelisk... Isack wyjaśnił nam, że są to celowe, kontrolowane wypalania traw - jest to jedyna skuteczna na tak dużym obszarze metoda niszczenia owadów roznoszących śmiertelne choroby zwierząt. O tej porze roku owady te mają postać larwalną zagnieżdzoną właśnie w trawie. Służby parkowe obserwują przemieszczanie się zwierząt i tam gdzie w danej chwili stad nie ma, wypalają trawy niszcząc w ten sposób larwy owadów. Często widziałyśmy stada zebr i antylop pośrodku takich pogorzelisk. Okazuje się, że tam najbezpieczniej mogą odpoczywać - na czarnym tle łatwo jest wypatrzyć drapieżnika...


Nasze oczekiwania były duże, ale chyba rzeczywistość je przerosła. W ciągu pierwszej godziny, mogłyśmy z czystym sercem powiedzieć, że widziałyśmy niemal wszystkie najważniejsze zwierzęta tego parku. A po całym dniu zostało nam na liście jedynie kilka takich, których nie udało nam się zobaczyć. Szczególną niespodzianką było kilka rodzin słoni, których podobno o tej porze roku w Serengeti nie ma. W sumie widziałyśmy około 60 sztuk, co stanowi ponad 10% całej populacji w Serengeti (według Sifuniego). O tej porze roku nasi przewodnicy nie spodziewali się ich zobaczyć...





Ostatnim etapem dzisiejszej trasy było Centrum Edukacji, w postaci malowniczo położonej ścieżki edukacyjnej rozplanowanej w scenerii kopies czyli pośród skał i dużych głazów.


Również Seronera Wildlife Lodge jest pięknie wkomponowany w kopie. Wystrój wnętrz jest elegancki, stylowy i klimatyczny, a otaczający lodge krajobraz - fantastyczny :).


Tutaj również towarzyszą nam sympatyczni kuzyni słonia - góralki przylądkowe



I tylko niepokojąco wygląda łuna nad płonącą sawanną...


*****
Korzystając ze spokojnego postoju zrobiłyśmy sobie dzisiaj zdjęcia z naszymi wspaniałymi przewodnikami-kierowcami. Szykujemy im niespodziankę - podziękowania pięknie oprawione przez Anię (Sosnę)


Sifuni Mungure i jego ekipa
Sifuni Mungure i jego ekipa
Hashim Luhindi i jego ekipa
Hashim Luhindi i jego ekipa
Isack Msuya i jego ekipa
Isack Msuya i jego ekipa

Komentarze:

g, środa, 26 czerwiec 2013, 19:37

a może góralki "cykają Wam" fotki i ślą w świat???

 

Beata Bakoń, środa, 26 czerwiec 2013, 19:38

podziwiam odwagę i zazdroszczę Waszych przygód, czekam na dalsze fotki - zaprzyjaźniona kuzynka :)

 

Marzencia :), środa, 26 czerwiec 2013, 19:39

Fajnie, że tam jesteście !!! Przesyłajcie nam tej Afryki więcej i więcej. Uwielbiam wieczorkami zajrzeć na bloga :-).
Uściski dla wszystkich podróżniczeki i przewodniczki

 

Piotr, środa, 26 czerwiec 2013, 19:39

Prosilbym o przekazanie Magdalenie Wysockiej, ze pilnie czekam na jej telefon. Syn

 

Jolka, środa, 26 czerwiec 2013, 19:40

Hallo jak co dzien czekam z niecierpliwoscia na wasze "sprawozdania"z wyprawy,czy naprawde te wszystkie zdjecia sa zrobione przez Was?!

 
Twój komentarz:
Imię: E-mail or strona www:  


Admin login | Script by Alex